Na najpopularniejszej indonezyjskiej wyspie od jakiegoś czasu coraz więcej mówiło się o nadużyciach i pogwałcaniu reguł przypisanych zwykłym wizom turystycznym VOA i e-VOA (Visa on Arrival). Wiza taka daje bowiem przyjezdnemu prawo jedynie do podróżowania i zwiedzania archipelagu, odbywania spotkań niebiznesowych oraz rodzinnych, a także udziału w niektórych rodzajach konferencji.
Nie wolno natomiast pracować i zarabiać pieniędzy, nawet jeśli jest to wyłącznie praca online. Nie wolno także promować firm, produktów oraz usług, nawet jeśli działania te świadczone są bezpłatnie.
Na wyspie powołano więc niedawno do życia specjalną lotną jednostkę „Dharma Dewata Immigration Patrol Task Force”, przeznaczoną do zadań specjalnych polegających na aktywnym monitorowaniu TikToka, Instagrama i innych mediów społecznościowych w celu namierzania osób łamiących imigracyjne zasady pobytu.
Grupa skupia się na razie na centrach turystycznych takich jak Canggu czy Ubud. Lokalizacje nieprzypadkowe. Każdy statystyczny zjadacz ryżu na Bali wie, że w Canggu jest dziś więcej cyfrowych nomadów niż rybaków na plaży, a w Ubud więcej influencerów niż makaków w Monkey Forest.
Grupa ma jednak w planach objęcie swoimi działaniami całej prowincji. Akcja imigracyjna ruszyła w kwietniu. W pierwszych trzech tygodniach zatrzymano ponad 50 osób, co uznać można za znak definitywnego końca łaskawego podejścia do zasad imigracyjnych.
Wszystkie zatrzymane osoby to przede wszystkim cyfrowi nomadzi i influencerzy promujący w sieci — podczas przeciągających się często wakacji — produkty i usługi komercyjne.
Od tej pory praktycznie każda wykryta aktywność komercyjna w sieci może zostać potraktowana jako występek przeciwko indonezyjskiemu prawu imigracyjnemu. A kary nie są niestety łagodne. Zaczynają się od grzywien, a kończą na deportacjach z zakazem powrotu na lata lub nawet na całe życie.
Nie oznacza to jednak końca świata influencerów i e-nomadów. Trzeba będzie jedynie wysupłać z kieszeni trochę więcej grosza na opłaty „operacyjne”. Każda osoba chcąca pracować online czy też promować komercyjnie cokolwiek w social mediach musi ubiegać się o Remote Worker Visa — E33G. Wiza taka nie pozwala jednak na pracę dla podmiotów indonezyjskich ani na otrzymywanie wynagrodzenia w rupiach.
„Suchy” koszt wizy E33G to na dzień dzisiejszy około 8,5 miliona IDR (około 500 dolarów), do czego dochodzi pokaźny plik wymaganych dokumentów z listem sponsorskim na czele. Wizę można jednak uzyskać u lokalnego agenta za mniej więcej 15 milionów IDR (około 900 dolarów), nie martwiąc się o obsługę dokumentów, sponsora czy wymagane pozwolenie na wielokrotny wyjazd i powrót do Indonezji, czyli Multiple Re-Entry Permit.
Remote Worker Visa daje prawo pobytu w Indonezji przez rok.
Wspomniana, nadużywana Visa on Arrival kosztuje 30 dolarów i wydawana jest na miesiąc, więc łatwo policzyć, o co toczy się gra.
Jeśli jednostka „Dharma Dewata Immigration Patrol Task Force” nie będzie nadużywać swoich uprawnień i nie zacznie łapać po nadmorskich restauracjach turystów fotografujących swojego Nasi Gorenga na talerzu, można dać tej inicjatywie szansę.




