Chciałem dziś poruszyć temat niszowy, ale dla mnie niezwykle ciekawy. Zawsze fascynowały mnie peryferia – także te sportowe. Impulsem do napisania tego tekstu była krótka notatka w indonezyjskich mediach o rekordowym wyniku w sąsiedzkiej lidze Sułtanatu Brunei – Brunei Super League.
Lider tabeli, stołeczny Kasuka FC, rozbił ostatnią drużynę ligi – Hawa FC – aż 26:1. Tak, dwadzieścia sześć do jednego. Hawa FC jest w tym sezonie typowym dostarczycielem punktów: po ośmiu kolejkach ma zero punktów i bilans bramkowy 2:86. Sezon 2025/26 rozpoczął się we wrześniu i potrwa do kwietnia – a już teraz widać, jak ogromne są dysproporcje w poziomie sportowym.


Najwięcej bramek w rekordowym meczu zdobył Brazylijczyk Pedro Alves. To postać doskonale znana lokalnym kibicom – w poprzednim sezonie został królem strzelców i poprowadził Kasukę do mistrzostwa w rozgrywkach 2024/25. Występuje z numerem 10, co w futbolu nigdy nie jest przypadkiem. Czy powtórzy sukces? W Brunei niewielu w to wątpi.
Najbardziej utytułowanym klubem w historii ligi pozostaje jednak MS ABDB FC – wojskowy zespół, który od inauguracji rozgrywek w 2012 roku czterokrotnie sięgał po tytuł mistrzowski. To taka borneańska wersja klubu resortowego – stabilność, zaplecze i dyscyplina.
Za najbardziej rozpoznawalną markę brunejskiego futbolu uchodzi natomiast DPMM FC, należący do następcy tronu, księcia Al-Muhtadee Billaha. Klub przez kilka sezonów z powodzeniem rywalizował w singapurskiej Singapore Premier League, dwukrotnie zdobywając mistrzostwo. Na jego mecze regularnie przychodzi od trzech do czterech tysięcy widzów – w realiach Brunei to solidna frekwencja. Pozostałe drużyny funkcjonują znacznie ciszej, a ich stadiony rzadko się zapełniają.


Reprezentacja – futbolowa codzienność małego państwa
Reprezentacja Brunei zajmuje obecnie 188. miejsce w rankingu FIFA (na 210 drużyn). To nie jest jej historyczne maksimum – w 1995 roku notowana była na 140. pozycji, co do dziś wspomina się jako złoty punkt odniesienia.
Dziś kadra regularnie występuje w eliminacjach azjatyckich turniejów pod egidą AFC. Ostatnie mecze przyniosły porażki z Jemenem (0:2 i 0:9) oraz Libanem (0:3), ale było też zwycięstwo nad Bhutanem (2:1) – a każde zwycięstwo w tej części rankingu ma swoją wagę.
Za najjaśniejszy okres w najnowszej historii uchodzi rok 2024, gdy reprezentacja zanotowała serię czterech zwycięstw – najdłuższą w dziejach brunejskiego futbolu. Dwukrotnie pokonano Makau (3:0 i 4:0), wygrano z Vanuatu (3:2) i Sri Lanką (1:0). W skali globalnej to wyniki niepozorne, ale w mikroskali ASEAN – znaczące.
Za jeden z największych sukcesów uznaje się zwycięstwo 4:1 nad Timor Wschodni. Co ciekawe, to właśnie Timor Wschodni jest dziś najniżej notowaną drużyną regionu ASEAN – zajmuje 198. miejsce w rankingu FIFA, o dziesięć pozycji niżej niż Brunei.
Brunejska piłka nożna to świat daleki od blasku europejskich stadionów. Tu nie ma wielkich kontraktów, transmisji do setek krajów ani globalnych gwiazd. Jest za to lokalna duma, książęcy patronat, brazylijski snajper z numerem 10 i mecze, w których pada 27 bramek.
Futbol na peryferiach bywa surowy, nierówny i niedoskonały. Ale właśnie dlatego jest autentyczny. I właśnie dlatego warto o nim pisać.




