Pod koniec stycznia, w filipińskim Cebu, odbyło się 45. Forum Turystyczne ASEAN (ATF). Miejsce nie było przypadkowe — Filipiny przejęły w tym roku przewodnictwo w organizacji. Dla jednego kraju wydarzenie miało jednak znaczenie szczególne.
Timor Wschodni, pełnoprawny członek ASEAN od października 2025 roku, zaprezentował w Cebu swoją wizję rozwoju turystyki pod skrzydłami regionalnej wspólnoty. Wizję świadomą i wyraźnie odcinającą się od scenariusza znanego z Bali.
Dili stawia na turystykę zrównoważoną i „low-impact” — skierowaną do podróżnika niemasowego, wymagającego i nieprzypadkowego. Chodzi nie o liczby, lecz o realne korzyści dla lokalnych społeczności oraz ochronę przyrody i dziedzictwa kulturowego. Jest w tym i mądrość, i realizm: kraj nie dysponuje siecią wielkich resortów, a infrastruktura — komunikacja czy lotniska regionalne — wciąż pozostawia wiele do życzenia.
Atutów Timorowi jednak nie brakuje. Rafy koralowe należą do najpiękniejszych w tej części świata i mają być promowane jako mniej wyeksploatowana alternatywa dla indonezyjskiego Raja Ampat. Do tego dochodzą malownicze pasma górskie z potencjałem trekkingowym oraz turystyka historyczna: miejsca martyrologii, walki niepodległościowej i pamiątki trudnej przeszłości, jak cmentarz Santa Cruz czy Timorese Resistance Archive and Museum.
Spędziłem w murach tego muzeum kilka godzin — zupełnie nie zauważając upływu czasu, pochłonięty historią państwa, które swoją niepodległość musiało dosłownie wywalczyć.
Dziś Timor Wschodni odwiedza około 80 tysięcy turystów rocznie — niewiele jak na kraj liczący niemal 1,5 miliona mieszkańców. Dla porównania: trzykrotnie mniejszy Brunei przyjął w 2024 roku blisko 700 tysięcy gości zagranicznych. Timorczycy mierzą jednak ostrożniej — cel to 200 tysięcy odwiedzających do 2030 roku.
Liczą, że członkostwo w ASEAN pomoże w promocji kraju i przyciągnie inwestorów. Na razie struktura turystów jest wąska: niemal 75% przyjezdnych to obywatele zaledwie trzech państw — Australii (30%), Indonezji (25%) i Portugalii (15%).
Timor Wschodni nie chce się spieszyć. I być może właśnie w tym tkwi jego największy potencjał.




