Kraj Kultura Mjanma

Kinematografia w Birmie: X muza kontra cenzura

Siadam wygodnie w fotelu, bez popcornu i coli, ale za to dookoła jest ciemno. Odpala się duży ekran. Kotary się rozsuwają, kolejne kolorowe reklamy ładują do głowy kolejne niepotrzebne produkty. to już mam, tego jeszcze nie, to zaraz muszę mieć, to za drogie. To za tanie. Wiadomo reklama dźwignią handlu, ale ile można, no dobra. Reklamy się skończyły. Nie było za dużo bo to festiwalowe kino, więc wszyscy dookoła rozmawiają tylko o sztuce wysokiej, nie mylić z niezrozumiałą. Na kino alternatywne jest szpan. Dobrze jest się pochwalić w towarzystwie pięcioma tytułami, o których najczęściej nikt nie słyszał i perorować o zamyśle reżysera, idei scenarzysty, że tak miało być, że oszczędne środki to
sztuka sama w sobie.

No dobra wystarczy, cicho sza bo film się zaczyna. Ona piękna Azjatka, on koleś po przejściach jeździ na szybkim motorze, jest trochę nostalgii i zaczyna się historia z miłością i handlarzami narkotyków w tle. Brzmi co najmniej jak James Bond, ale nie, to nie jest James Bond. To “Ice Poison”. Produkcja birmańska, która, jako jedna z niewielu od kilkudziesięciu lat pokazana została poza granicami tego posiekanego na kawłki okrutną historią kraju. Od Jamesa Bonda poza wieloma aspektami rózni ją budżet. Tu na film było nie 100 milionów dolarów, tylko jakieś sto razy mniej. Ale teraz nie będzie o historii Birmy. Teraz kilkaset słów o X muzie, o sztuce, która pozwoliła od czasu pociągu wjeżdżającego na stację braci Lumiere do Megalopolis Coppoli wylać z ekranu krew, emocje, radość ale też często oszustwo, udawany idealizm i zakłamany obraz rzeczywistości. Zwłaszcza w takich krajach azjatyckich jak Birma.

Plakat filmowy “Ice Poison”

Ale zaczynam trochę od końca.

Oglądam właśnie przełomowy film birmańskiego reżysera Midi Z – “Ice Poison”. Dlaczego przełomowy? Dlatego, że jako pierwszy po kilkudziesięcioletniej tradycji kina birmańskiego został zauważony za granicą i został zgłoszony prez Instytut Kinematografii jako kandydat Birmy do Oscara w kategorii “Najlepszy Film Nieanglojęzyczny”. Jednak za mało było pieniędzy w birmańskiej kasie i film nie trafił na listę nominowanych.

Reżyser Midi Z, aktorka Wu Ke-xi i producent Patrick Mao Huang na premierze filmu Ice Poison (festiwal filmowy Tribeca 2014). Fot. colinatthemovies.wordpress.com

Dlaczego? Jaka jest największa przszkoda, a raczej przeszkody?

Po pierwsze brak zasobów finansowych. Produkcja filmów na poziomie międzynarodowym wymaga dużych nakładów, których birmański przemysł filmowy nie posiada. Po drugie ograniczona infrastruktura, czyli brak dostępu do nowoczesnego sprzętu, postprodukcji i promocji na arenie międzynarodowej. Po trzecie i chyba najważniejsze to polityka i cenzura. Wolność twórcza w Myanmarze jest wciąż ograniczona, co utrudnia poruszanie uniwersalnych tematów z perspektywy lokalnej.

Ale wróćmy na chwilę do naszego bohatera.

„Ice Poison” to birmański dramat z 2014 roku w reżyserii Midi Z, który ukazuje mroczną stronę życia w ubogiej, wiejskiej części Birmy (Mjanma). Film skupia się na dwóch młodych bohaterach, którzy zostają uwikłani w handel narkotykami w obliczu trudnych wyborów życiowych. Historia opowiada o młodym rolniku, który zmaga się z biedą i postanawia zająć się transportem osób na motocyklu, aby wspierać swoją rodzinę. Na swojej drodze spotyka kobietę, która wróciła do rodzinnej wioski po nieudanym małżeństwie w Chinach. Kobieta pragnie zarobić na leczenie swojej chorej matki. W desperacji oboje wchodzą w nielegalny świat handlu metamfetaminą – lokalnie nazywaną „ice poison”. Film nie tylko opowiada o społecznych i ekonomicznych problemach, ale również ukazuje, jak ubóstwo i brak perspektyw popychają ludzi do moralnie trudnych wyborów. Zrealizowany w surowej, realistycznej estetyce, „Ice Poison” stanowi poruszający komentarz na temat wyzwań życia w wiejskiej Azji Południowo-Wschodniej. I taką Birmę zobaczyliśmy po latach na zewnątrz. Nie koloryt tego kraju, nie jego bogatą tradycję. Tylko brud, syf i śmierć.

Ale nie mogło być inaczej, gdyż pierwsze kroki w filmie, Birma też stawiała zanurzone w alkoholu i szeroko pojętym syfie.

Na początku XX stulecia Birma znalazła się na mapie trasy namiotu filmowego objeżdżającego Azję „Royal Bioscope” Abdulally’ego Esoofally’ego. Znawca kultury azjatyckiej Jane M. Ferguson zauważył na podstawie popularności tegoż właśnie objazdowego kina, iż “zmieniająca się technologia i rosnący popyt konsumentów zainspirowały przedsiębiorców do budowy bardziej trwałych domów dla tej nowej popularnej rozrywki”. I tak też się stało. W 1911 roku w Rangun wybudowana została regularna, murowana sala kinowa.Nie trzeba było też czekać na pierwszą rodzimą produkcję. Otóż pierwszym filmem birmańskim był zapis pogrzebu Tun Sheina – czołowego polityka lat 10. XX wieku, który prowadził kampanię na rzecz niepodległości Birmy w Londynie. Operator – Ohn Maung uchwycił jego pogrzeb używaną, starą kamerą. Film wyświetlano w popularnym wówczas kinie Royal Cinema, które należało do pana Achara, przyjaciela Ohn Maunga. Pomimo dokumentalnego charakteru filmu, birmańska publiczność była bardzo dumna z filmu, który rozpoczynał się od słów: „Prosimy o przyjęcie przeprosin za słabą jakość filmu”.

Budynek Waziya jest najstarszym kinem w Rangunie — wybudowanym w latach 20. XX wieku — i znajduje się w sercu dawnej „sali kinowej” w centrum miasta, przy ulicy Bogyoke. Fot. relicsofrangoon.com

Jako, że film z pogrzebu stał się popularną “rozrywką” dla ówczesnych Birmańczyków Nast Ohn Maung założył The Burma Film Company, aby produkować i reżyserować więcej filmów. Zatrudnił wtedy pierwszego birmańskiego aktora – Nyi Pu, do nakręcenia pierwszego birmańskiego filmu niemego o mocno melodramatycznym tytule Myitta Ne Thuya ,czyli “Miłość i alkohol”, który okazał się wielkim sukcesem, pomimo słabej jakości spowodowanej stałą pozycją kamery i niewystarczającymi akcesoriami filmowymi.

Film, który powstał na podstawie opowiadania P. Moe Nina o tym, jak hazard i alkohol zniszczyły życie bohatera, rozpoczynał się tytułem „Burma Film Presents: Love and Liquor”, ale zabrakło w nim napisów końcowych i wzmianek o obsadzie.

Dzień premiery “Miłości i alkoholu” – 13 października 1920 r., jest corocznie obchodzony jako Dzień Filmu Myanmarskiego.

Plakat filmowy “Miłość i alkohol”. Fot. Domena publiczna

Znawczyni kinematografii birmańskiej, australijska dziennikarka i antropolg – Jane Ferguson – w swojej książce “Silver Screens and GoldenDreams” stwierdza, iż w dekadach przed i po uzyskaniu niepodległości Birmy „przemysł filmowy był prawdopodobnie największym i najbardziej aktywnym w Azji Południowo-Wschodniej”. Jednak pomimo ponad stu lat niemal ciągłej produkcji filmowej i szerokiego entuzjastycznego patronatu lokalnych kin, ta historycznie ważna strona życia i obraz społeczeństwa Birmy, jest ledwie znana ludziom ze świata zewnętrznego.

W czasach wczesnego rozwoju kinematografii Birmańczycy zaczęli tworzyć filmy, które miały na celu nie tylko rozrywkę, ale także promowanie tradycyjnych wartości i kultury birmańskiej. W okresie kolonialnym kino pełniło również rolę narzędzia propagandy brytyjskiej, ale i szybko stało się medium, które zaczęto wykorzystywać do wzmacniania poczucia narodowej tożsamości. W latach 30-tych XX wieku Birmańska kinematografia przeżywała rozkwit, co zaowocowało powstaniem wielu studiów filmowych w Rangunie, a okres od lat 50-tych do 70-ch XX wieku jest często określany jako „złoty wiek” kinematografii birmańskiej. Po odzyskaniu niepodległości w 1948 roku, birmańscy twórcy zaczęli eksplorować tematy związane z tożsamością narodową, zmianami społecznymi oraz konfliktem pomiędzy tradycją a nowoczesnością. W tym czasie produkowano około 80–100 filmów rocznie, a birmańskie filmy zdobywały nagrody na międzynarodowych festiwalach, takich jak Asian Film Festival. W tym okresie szczególną popularnością cieszyły się melodramaty, filmy historyczne oraz produkcje inspirowane literaturą birmańską.

Wszystko zmieniło się w roku 1962. Po zamachu stanu generała Ne Wina i przejęciu władzy przez wojsko, przemysł filmowy w Birmie został podporządkowany reżimowi wojskowemu. Wprowadzono ścisłą cenzurę, która ograniczała wolność artystyczną i nakazywała produkcję filmów zgodnych z ideologią rządzącą. Twórcom nakazano unikania tematów politycznych, a zamiast tego promowano treści propagandowe i moralizatorskie. W rezultacie liczba produkcji filmowych spadła, a jakość filmów znacznie się pogorszyła. Zamiast ambitnych dzieł, zaczęły dominować niskobudżetowe filmy rozrywkowe, które rzadko poruszały istotne kwestie społeczne. Ponadto, brak inwestycji w infrastrukturę filmową, takie jak studia czy kina, dodatkowo utrudniał rozwój branży. Był to czarny okres birmańskiej kinematografii.

W XXI wieku pojawiła się sznasa na to, że w końcu filmowcy będą mogli przemówić swoim językiem. Takim prawdziwym. Po wprowadzeniu reform politycznych w 2011 roku i częściowym zniesieniu cenzury, birmańska kinematografia zaczęła się odradzać.

Młode pokolenie filmowców, zainspirowane zmianami społecznymi i technologicznymi, zaczęło tworzyć filmy, które poruszają trudne tematy, takie jak nierówności społeczne, prawa człowieka czy konflikty etniczne. I właśnie w tych latach pojawia się Midi Z – reżyser, który jako pierwszy sprawia, że o birmańskim kinie słyszy świat zewnętrzny a jego “Powrót do Birmy” i wspomniany już wcześniej “Ice Poison* (Lodowa Trucizna), zdobywają międzynarodowe uznanie. No właśnie – pojawiła się sznsa, ale jednocześnie liczba kin w całym kraju spadła do zaledwie 71 z 244. Po bliżsym sprawdzeniu okazało się także, że większość z nich to teatry liczące sobie kilkadziesiąt lat, a w latach 2009–2011 wybudowano
tylko sześć „mini-kin”.

W tym samym czasie media lokalne donosiły o odrodzeniu lokalnego przemysłu filmowego, stwierdzając, że w roku 2016, 12 filmów zostało zatwierdzonych przez lokalną cenzurę i czekało na wyświetlenie.W roku 2017 było to już 18 filmów, w roku 2018 ponad 40, a w roku 2019 ponad 60. Liczby rosły, wiatr zmian pomagał, ale losy kraju targanego przewrotami politycznymi i płynącego krwią, miały zawsze wpływ na hamowanie rozwoju.

To teraz czas na pytania pozostawione bez odpowiedzi, takie do pomyślenia, a raczej pozwalające na to aby każdy kto przeczyta ten tekst w dowolnym roku mógł sobie te odpowiedzi dowolnie zinterpretować. Taki permanentny update, bez względu na to kiedy to czytacie.

Czy dzisiaj kinematografia birmańska ma jakiś cel, jakiś kierunek? Dzisiaj próbuje, jutro nie wiadomo.

Czy birmańczycy chodzą do kina, czy raczej konsumują X Muzę w domach? Dzisiaj nie chodzą, jutro może zaczną.

Skusiłem się na małą matematykę odnosząc się do kraju, w którym się urodziłem, kraju w którym mieszkam i kraju o którym piszę.

Otóż w Polsce za średnią krajową można iśc do kina 150 razy w miesiącu, w Indonezji pod tym względem jest dużo lepiej, gdyż tutaj można już kupić co najmniej 180 biletów za miesiąc pracy, a Birma ? Tutaj niestety możemy iść do kina tylko 80 razy w miesiącu. Drogie bilety czy niskie płace?

KInematografia w Myanmarze nadal boryka się z licznymi problemami. Brak odpowiednich funduszy, ograniczony dostęp do nowoczesnego sprzętu i infrastruktury oraz ciągłe wpływy polityczne utrudniają rozwój przemysłu filmowego. Ponadto, co chyba jest najważniejsze, w kraju wciąż istnieją ograniczenia wolności słowa, co sprawia, że niektóre tematy są wręcz niemożliwe do poruszenia. Konflikty etniczne oraz niestabilna sytuacja polityczna również wpływają na działalność twórców, którzy muszą balansować między artystyczną wolnością a presją społeczną i polityczną. Jednak pomimo tych wszystkich kłód rzucanych pod nogi przez okrutną codzienność, birmańska kinematografia odgrywa kluczową rolę w zachowywaniu i promowaniu kultury narodowej.

Filmy birmańskie są nośnikiem języka, tradycji i historii, które mają kluczowe znaczenie dla budowania tożsamości narodowej w wieloetnicznym społeczeństwie. Kino w Mjanmie jest również ważnym narzędziem edukacyjnym, które może inspirować młodych ludzi i podnosić świadomość społeczną na temat istotnych kwestii. Dzięki wsparciu międzynarodowych festiwali i organizacji, birmańska kinematografia ma szansę na dalszy rozwój i większą obecność na światowej scenie filmowej. W przyszłości, dzięki większemu wsparciu międzynarodowemu i technologii Birma ma szansę stać się jednym z ważniejszych graczy na mapie światowego kina.

Zatem miłego seansu Państwu życzę, gdyby ktoś zdecydował się na birmańskie kino. Warto Lepsze niż Gladiator 2.