Read Time:10 Minute, 45 Second

Dziś w Polsce wszyscy fizycznie lub przynajmniej duchowo udają się na groby swoich zmarłych bliskich. Postanowiłem więc poświęcić kilka akapitów tradycjom i zwyczajom praktykowanym w tym kontekście w Indonezji.

Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy, jest taka, że na archipelagu nie obchodzi się Święta Zmarłych w naszym rozumieniu tego słowa. Ceremonie i obrzędy związane ze śmiercią dotyczą raczej ostatniego pożegnania, pochówku, a także pielęgnowania grobów i pamięci o zmarłych nie przypisując im jednego stałego dnia w kalendarzu.

Za punkt wyjścia niech posłuży nam religia, gdyż to ona w znacznym stopniu kształtuje i determinuje ten aspekt ludzkiego losu. Indonezja jest w przybliżeniu w 87% muzułmańska, co ma istotne znaczenie dla skali i charakteru praktyk związanych ze
śmiercią.

Muzułmanie — co zaskoczyło mnie już na samym początku pobytu w Indonezji — często nie przywiązują aż tak dużej wagi do dekorowania i pielęgnowania grobów, jaką znamy z polskiej tradycji. Nie oznacza to jednak, że pamięć o zmarłych jest dla nich mniej ważna. W przypadku osób znanych i otaczanych szczególnym szacunkiem groby mogą wręcz stawać się miejscami pielgrzymek wiernych, wielbicieli czy sympatyków.

W tradycji muzułmańskiej pochówek odbywa się zazwyczaj bez trumny lub w sposób zgodny z lokalnymi przepisami i zwyczajami, a ciało owija się w całun i układa w grobie tak, by twarz była zwrócona w stronę Mekki.

Jeden z kompleksów cmentarzy islamskich w Indonezji. Fot. konsultasisyariah.com

JAWA

Na Jawie istnieją jednak również tradycje określane jako Kejawen, łączące elementy jawajskiego światopoglądu i duchowości z wpływami islamu oraz starszych wierzeń. W niektórych społecznościach kultywuje się zwyczaje związane z odwiedzaniem grobów przodków, szczególnie w okresie poprzedzającym Ramadan.

Praktyka ta nosi nazwę nyadran lub nyadranan. Rodziny odwiedzają groby bliskich, porządkują je, przynoszą kwiaty, a niekiedy również wspólnie spożywają posiłki. W ten sposób pamięć o zmarłych staje się nie tylko osobistym doświadczeniem, lecz także częścią życia rodzinnego i wspólnotowego.

No ale nie na islamie a tym bardziej nie na Jawie Indonezja się kończy. Poza muzułmanami na archipelagu mieszka ponad 10 % wyznawców innych wyznań a to w kontekście Indonezji ponad 30 milionów innowierców I co ciekawe, to właśnie wśród nich znaleźć można najciekawsze obrzędy i tradycje.

Nyadran w Temanggung na Jawie Środkowej. Fot. Susilo Hendro

BORNEO

Na początek przenieśmy się na Borneo (indonezyjski Kalimantan). Jedną z głównych grup etnicznych zamieszkujących wyspę są Dayakowie, wśród których można wyróżnić wiele podgrup. Jedną z liczniejszych są Dayak Ngaju. Mają oni bardzo ciekawe podejście do śmierci, a jeszcze ciekawsze do drogi zmarłego już po niej.

Dayakowie Ngaju praktykują obrzęd Tiwah, polegający na ceremonii podwójnego pochówku zmarłych. Po śmierci ciało grzebie się najpierw w ziemi, a rodzina czeka czasami nawet kilka lat, aż zgromadzi środki wystarczające na odprawienie ceremonii Tiwah. Podobny system funkcjonuje zresztą na Bali i Celebesie… ale o tym później.

Po zgromadzeniu odpowiedniego budżetu ceremonialnego, szczątki zmarłego są wydobywane z grobu i przygotowywane do kluczowego dla Dayaków obrzędu. Kości są dokładnie oczyszczane i rytualnie obmywane, a następnie umieszczane w specjalnych miejscach przeznaczonych do ich ostatecznego spoczynku, zwanych sandung — niewielkich grobowcach, często budowanych z drewna. Wszystko po to, by pomóc duszy zmarłego ostatecznie przejść do świata duchowego, zwanego Lewu Tatau, i osiągnąć właściwe miejsce wśród innych przodków.

Sandung z plemienia Dayak. Fot. KPSHK

SUMATRA

Ciekawy obrzęd związany z ceremonią pogrzebową występuje na północy Sumatry. Praktyka nazywa się Saur Matua i jest kultywowana przez lud Batak Toba z okolic jeziora Toba. Tradycja ta dotyczy osób, które dożyły sędziwego wieku, a ich dzieci założyły już własne rodziny i doczekały się potomstwa. Saur Matua symbolizuje bowiem spełnione życie doczesne oraz dumę z wychowania kolejnych pokoleń.

Jest to więc uroczystość nie do końca smutna i żałobna, podczas której często rozbrzmiewa tradycyjna muzyka, podawane jest jedzenie, a niekiedy uczestnicy nawet tańczą. To nie tylko pożegnanie zmarłego, ale przede wszystkim celebracja długiego, owocnego życia. Śmierć osoby, która doczekała się wnuków i spełniła ważne oczekiwania związane z życiem rodzinnym, postrzegana jest jako szczęśliwe zamknięcie ważnego etapu.

Tradycyjny Festiwal Batak „Saur Matua”. Fot. Instagram Otitaulosi

SUMBA

Na tej niewielkiej wyspie z archipelagu Małych Wysp Sundajskich wciąż żywe są tradycje związane z wierzeniami Marapu, opartymi na głębokim kulcie przodków i przekonaniu, że więź między żywymi a zmarłymi nie kończy się wraz ze śmiercią.

Pogrzeb na Sumbie to rozbudowana ceremonia, która ma pomóc zmarłemu przejść do świata duchowego i dołączyć do przodków.

Podczas uroczystości składa się ofiary ze zwierząt, takich jak bawoły i świnie, a w niektórych społecznościach również konie. Warto tutaj dodać, że Sumba nazywana jest także wyspą koni. Słynie z widowiskowego święta Pasola, podczas którego jeźdźcy na niewielkich koniach ścierają się w rytualnych walkach, rzucając w siebie drewnianymi włóczniami. Konie odgrywają ważną rolę w życiu mieszkańców wyspy, zarówno w wymiarze praktycznym, jak i kulturowym.

Pasola. Fot. Exploresumba.com

Zwierzęta składane w ofierze podczas ceremonii pogrzebowych mają znaczenie rytualne, a ich liczba często podkreśla status zmarłego oraz możliwości finansowe i społeczne jego rodziny.

Mięso z ofiarowanych zwierząt dzielone jest między uczestników ceremonii. Wspólny posiłek wzmacnia więzi rodzinne i wspólnotowe. Zmarłego składa się w monumentalnym grobowcu z kamienia, często usytuowanym na centralnym dziedzińcu tradycyjnej wioski. Wierzenia związane z Marapu zakładają bowiem, że zmarły nigdy nie przestaje być częścią swojej społeczności.

Tradycyjna ceremonia Marapu. Fot. Instagram

PAPUA

Indonezyjska część Nowej Gwinei jak żadna inna z wysp archipelagu nasycona jest setkami plemion, z których wiele może poszczycić się ciekawymi obrzędami związanymi z pochówkiem i pożegnaniem zmarłych bliskich. Do dzisiejszego tekstu wybrałem lud Dani z okolic miasteczka Wamena, położonego w dolinie Baliem.

Papuasi Dani do niedawna mumifikowali ciała niektórych ważnych członków społeczności. Zakonserwowane w specyficzny sposób, uwędzone mumie były symbolem szacunku dla przodków i ich znaczenia. Przechowywano je w tradycyjnych domach, zwanych honai, i pokazywano podczas ważnych ceremonii lub z okazji wizyt szacownych gości odwiedzających wioskę.

Wśród Dani istniała też praktyka zwana ikipalin, polegająca na obcinaniu palców żyjącym członkom rodziny po śmierci bliskiej osoby. Fizyczny ból miał bowiem odzwierciedlać ból w sercu żałobników. W lokalnych wierzeniach dłoń i palce symbolizowały również więzi rodzinne oraz harmonię wspólnoty. Śmierć jednego z jej członków zaburzała tę harmonię, a obcięcie palca stanowiło wyraz żałoby i głębokiego przywiązania do zmarłego.

Ikipalin, tradycja obcinania palców. Fot. KPU Tolikara

Rytuał był jednak bardzo seksistowski, ponieważ poddawano mu przede wszystkim kobiety. W niektórych przekazach wspomina się również o okaleczanych mężczyznach. Ci, ze względu na konieczność zachowania sprawności dłoni niezbędnej podczas polowań i walki, mieli obcinać sobie części małżowiny usznej. Dawniej praktyka ta mogła dotyczyć nawet maleńkich dzieci, którym matki obgryzały fragmenty palców.

Zwyczaj ten nie jest już powszechnie praktykowany, a być może całkowicie zanikł. Wciąż jednak można spotkać starsze kobiety Dani, którym brakuje części palców — trwałe ślady dawnego obyczaju.

Mumia Wima Motoka Mabela, wodza z wioski Jiwika w dystrykcie Kurulu, została zachowana około 300 lat temu. Fot. Nurul Ichlasiah

SULAWESI – CELEBES

Żeby było jak w biblijnej przypowieści, najciekawsze obrzędy zachowałem na sam koniec. A spośród nich najpierw kilka ciekawych rytuałów i tradycji z wyspy Sulawesi (Celebes).

Torajowie, zamieszkujący okolice Rantepao, są w większości chrześcijanami, ale jednocześnie wciąż mocno osadzonymi w tradycjach swoich przodków. Jednym z najbardziej niezwykłych elementów ich kultury są pochówki. Zmarłych grzebie się, a właściwie umieszcza w pionowych ścianach skalnych, w których wykute są specjalne komory grobowe. W niektórych miejscach groby znajdują się wysoko nad ziemią, co wiąże się również z tradycyjnymi wyobrażeniami dotyczącymi zaświatów.

Jednym z takich miejsc jest Batu Lemo, gdzie skalne grobowce i wystające z nich drewniane podobizny zmarłych tworzą dość osobliwą nekropolię. Przed wejściami do grobowców ustawia się tau-tau, czyli drewniane figury przedstawiające zmarłych, ubrane w kolorowe stroje i mające przypominać ich żyjących niegdyś pierwowzorów.

Groby w Batu Lemo. Fot. mediakeuangan.kemenkeu.go.id

Ale to nie koniec. Co kilka lat niektóre rodziny organizują ceremonię Ma’nene, podczas której wyjmują szczątki przodków z grobowców, oczyszczają je i przebierają w nowe ubrania. Odświeża się również stroje tau-tau. Wszystko po to, by oddać zmarłym należny szacunek i podtrzymać więź między kolejnymi pokoleniami. Trzeba jednak zaznaczyć, że przebieg ceremonii różni się w zależności od regionu i rodzinnych tradycji.

Święty i wyjątkowy rytuał Ma’nene w Toradży. Fot. Katadata

Ale wszystko, co opisałem powyżej, to tak naprawdę dopiero drugi akt związany ze śmiercią i pochówkiem wśród Torajów. Zanim bowiem zmarły członek rodziny zostanie pochowany, czyli złożony w skalnym grobie, może czekać na swój pogrzeb miesiącami, a czasem nawet latami. Wszystko za sprawą ceremonii Rambu Solo’, rozbudowanego rytuału pogrzebowego połączonego z wielką fetą, której nieodłącznym elementem jest rytualny ubój bawołów oraz świń.

Tradycyjny rytuał Rambu Solo plemienia Toraja. Fot. Instagram Visit_Sulsel

W tradycyjnym systemie wierzeń Torajów, zwanym Aluk To Dolo, zmarłego, którego pogrzeb jeszcze się nie odbył, określa się mianem makula — osoby chorej lub znajdującej się w stanie przejściowym. Ciało pozostaje w domu, gdzie traktuje się je zgodnie z przyjętymi zwyczajami, a rodzina przygotowuje się do ceremonii i zbiera środki na jej organizację.

Bo pogrzeb Torajów to nie jest przedsięwzięcie, które załatwia się w przerwie na lunch. To poważna operacja logistyczna i finansowa, w której znaczenie mają zarówno możliwości rodziny, jak i jej pozycja społeczna. Im wyższy status zmarłego, tym bardziej rozbudowana ceremonia i większe oczekiwania dotyczące liczby ofiar ze zwierząt. Tradycyjne podziały społeczne sprawiały więc, że na pogrzeb niektórych osób czekało się latami, zanim rodzina zgromadziła odpowiednie środki. Śmierć była zatem wydarzeniem, które potrafiło mocno nadwyrężyć budżet nawet kilku pokoleń.

Wśród Torajów istniała jeszcze jedna niezwykła tradycja, zwana passiliran, praktykowana między innymi w wiosce Kambira. Dotyczyła niemowląt, które zmarły, zanim wyrosły im pierwsze zęby. Ich ciała umieszczano w specjalnych komorach wydrążonych w pniach żywych drzew, najczęściej gatunku tarra. Otwory zamykano włóknami roślinnymi, a samo drzewo pozostawało żywe i dalej rosło.

Drzewo grobowe dla dzieci Kambira. Fot. Wikimedia Commons/Matt Paish

Wierzono, że w ten sposób dziecko wraca na łono natury, niczym do matczynego łona. Mleczny sok wypływający z drzewa tarra miał symbolicznie zastępować mleko matki, a rosnące drzewo stawało się czymś w rodzaju naturalnej kołyski dla zmarłego niemowlęcia.

Dziś passiliran należy już do przeszłości, ale w Kambirze wciąż można zobaczyć pozostałości drzew, które przez lata pełniły funkcję takich niezwykłych grobowców.

BALI

Balijskim kluczem do pożegnania zmarłych jest ceremonia kremacyjna Ngaben, której cele to uwolnienie duszy z więzów świata materialnego, tak aby mogła kontynuować swoją duchową podróż i ostatecznie osiągnąć jedność z najwyższą boską istotą balijskiego hinduizmu — Ida Sang Hyang Widhi Wasa.

Po kremacji prochy zmarłego często rozsypuje się w morzu lub rzece, co symbolizuje powrót do natury. Woda ma w balijskiej tradycji również znaczenie oczyszczające.

Ceremonia Ngaben na Bali. Fot. kesrasetda.bulelengkab.go.id

Żeby jednak kremacja mogła się odbyć, rodzina musi zorganizować odpowiednią uroczystość, co oczywiście wiąże się ze sporymi wydatkami. Biedniejsze rodziny nie zawsze są w stanie udźwignąć je zaraz po śmierci bliskiej osoby. Ci, których nie stać na natychmiastowe zorganizowanie Ngaben, mogą złożyć zmarłego w tymczasowym grobie i poczekać na odpowiedni moment. W niektórych balijskich wioskach organizuje się bowiem kremacje zbiorowe, podczas których żegna się jednocześnie kilku zmarłych.

Jeśli ma się szczęście i śmierć nastąpi krótko przed taką uroczystością, czas oczekiwania jest relatywnie krótki. Jeśli ma się pecha, na kremację trzeba czekać miesiącami, a niekiedy nawet latami. Śmierć, jak widać, potrafi być na Bali nie tylko sprawą duchową, ale i całkiem poważnym przedsięwzięciem finansowym.

Większość Balijczyków nie ma więc grobów w takim rozumieniu, do jakiego przyzwyczaiła nas europejska tradycja. Zmarłych poddaje się kremacji, a prochy trafiają do wody. Przy domach pozostają natomiast ołtarzyki poświęcone bóstwom i duchom przodków, którzy według lokalnych wierzeń mogą nadal opiekować się rodziną.

Choć na Bali nie obchodzi się jednego, powszechnego odpowiednika europejskiego Dnia Wszystkich Świętych, istnieją święta, które szczególnie mocno łączą żyjących z duchami przodków. Jednym z nich jest Galungan. Według balijskich wierzeń w tym czasie duchy zmarłych przodków schodzą na ziemię, by odwiedzić swoje rodziny. Ludzie modlą się, dekorują domy i przygotowują ofiary, witając niewidzialnych gości.

Po dziesięciu dniach przychodzi czas pożegnania — Kuningan. Wierzy się, że właśnie wtedy przodkowie kończą wizytę na ziemi i wracają do świata duchowego. Oba święta obchodzone są co 210 dni według balijskiego kalendarza Pawukon. Można więc powiedzieć, że na Bali nawet przodkowie mają swój kalendarz wizyt rodzinnych.

Jest jeszcze lud Bali Aga z wioski Trunyan, położonej nad jeziorem Batur, o którym wypada krótko wspomnieć. Jego mieszkańcy praktykują niezwykły rytuał pogrzebowy, odmienny od powszechnego na wyspie zwyczaju kremacji.

Cmentarz Bali Aga w wiosce Trunyan. Fot. Kintamani.id

W ramach obrzędu zwanego mepasah ciała niektórych zmarłych układa się na ziemi pod drzewem Taru Menyan, osłaniając je jedynie specjalnymi konstrukcjami z bambusa. Nazwę drzewa można przetłumaczyć jako „pachnące drzewo”. Według lokalnych wierzeń jego zapach neutralizuje woń rozkładających się ciał.

Po naturalnym rozkładzie szczątki są przenoszone w inne miejsce na terenie nekropolii. Nie jest to jednak zwyczaj obejmujący wszystkich mieszkańców Trunyan — sposób pochówku zależy między innymi od okoliczności śmierci i lokalnych reguł obrzędowych.

Na archipelagu żyje jeszcze wiele innych grup etnicznych, wyznających unikalne religie i oddających cześć zmarłym w nie mniej niezwykły sposób. Myślę jednak, że opisane historie wystarczą, by pokazać, jak różnorodne mogą być indonezyjskie obrzędy pogrzebowe i rytuały związane ze śmiercią oraz kultem przodków.

A jeśli jest w tym wszystkim jakaś wspólna myśl, to chyba taka, że śmierć niekoniecznie kończy relację z bliskimi. Czasem oznacza początek długiego pożegnania, które potrafi trwać miesiącami, latami, a w pewnym sensie — przez kolejne pokolenia.