Spokojne, leśne spacery na łonie natury to europejska codzienność, która pozwala nam się zrelaksować, odciąć od niepotrzebnych stresów i zapomnieć o problemach dnia codziennego. Kultura eksplorowania dziczy jest u nas wysoko rozwinięta przede wszystkim ze względu na dostępność i bezpieczeństwo. Co innego w krajach ASEAN. Tamtejsze lasy kojarzą się głównie z zagrożeniem zdrowia i życia. Nie tylko za sprawą popularnej w tamtym regionie wiary w leśne duchy, czy czarną magię. O skali niebezpieczeństwa, jakie czeka w tropikalnych lasach świadczą najzwyklejsze, uczęszczane szlaki.
Jednym z nich jest popularna trasa piesza w Parku Narodowym Khao Sok w południowej Tajlandii. To największy las pierwotny w tym regionie znany również z ogromnego, sztucznego jeziora, wokół którego roztacza się piękny widok na okoliczne wzgórza porośnięte bujną zielenią. Zajmiemy się jednak czymś bardziej przyziemnym dla przeciętnego przybysza – krótkim, dwugodzinnym szlakiem pieszym, którego dostępność może przypominać tradycyjne europejskie trasy.

Za dnia szlak wygląda niepozornie, ot wydeptana ścieżka w lesie, po której spaceruje wielu turystów i lokalsów. Okazjonalnie, można dostrzec pojedyncze małpy, różnego rodzaju niegroźne owady, czy wiele gatunków ptaków. Tajlandia pod względem różnorodności fauny zaskakuje na każdym kroku. Dochodząc do płytkiego, wąskiego strumyka pojawia się charakterystyczny znak, zakazujący wstępu bez wykwalifikowanej i autoryzowanej osoby. Tutaj szlak, gdzie nie trzeba specjalnie uważać pod nogi się kończy, a zaczyna prawdziwa głębia lasu tropikalnego.
Zdecydowaliśmy się jednak wybrać alternatywną opcję – powrót na tą samą trasę, lecz w nocy, z profesjonalnym przewodnikiem. To, co sprawiało wrażenie niepozornej ścieżki leśnej, w nocy stało się przestrogą przed eksplorowaniem tajskiej natury na własną rękę.

Szlak rozpoczynał się na terenie biura parku. To całkiem duży obszar z kilkoma budynkami administracyjnymi oraz parkingiem. Tuż obok tego drugiego zbliżyliśmy się do skraju jezdni, aby światłem UV ujrzeć, co znajduję się pod grupą warstwą betonu. Dzięki specjalnemu oświetleniu udało się dostrzec kilkanaście świecących w ciemności skorpionów. Dokładnie w samym centrum dyrekcji parku narodowego, a przecież prawdziwy szlak dopiero przed nami. Na pytanie, czy te małe zwierzątka są niebezpieczne, przewodnik odpowiedział twierdząco. W ciągu niemal dwugodzinnego spaceru, rzadko kiedy udzielał negatywnej odpowiedzi na to pytanie.
Przed wejściem w dzicz dostaliśmy podstawową poradę: przede wszystkim rozglądać się. Nie tylko ze względu na wypatrywanie unikatowych gatunków, których próżno znaleźć za dnia, ale również dla własnego bezpieczeństwa. A Khao Sok nocą to istne pole minowe. W kałuży tapla się mała, kolorowa żabka, jednak przewodnik ostrzega: im bardziej wyróżniający się kolor tym niebezpieczniejsza toksyna w skórze. Z drugiej strony, na ziemi wiją się przeróżnej wielkości skolopendry. “Te mniejsze mogą doprowadzić do śmierci, większym się nie przejmujcie” mówi przewodnik.

Przechodząc wzdłuż niskiego wąwozu, nasz opiekun zwraca uwagę na charakterystyczne nory wykopane na jego ścianie. W Europie? Prawdopodobnie mysz lub inny gryzoń. W Azji Południowo-Wschodniej? Rodzina tarantul, które aktywne są przede wszystkim nocą. Podczas dziennej wędrówki zdarzyło mi się dostrzec jedną, pogrążoną w ciężkim śnie, jednak ich cała grupa tuż przy uczęszczanym szlaku, sprawiła iż zacząłem postrzegać leśną trasę z zupełnie innej perspektywy.
Z rzeczy przyjemniejszych: na drzewach można było dostrzec śpiące langury. Małpy te są jednym z symboli Khao Sok i potrafią zapuszczać się naprawdę blisko ludzkich osad. Z drugiej strony, na innych gałęziach przewodnik kilkukrotnie wskazał na wylegiwujące się węże. Czy istnieje szansa, że taki gad spadnie nam na głowę? – spytałem. Istnieje – odpowiedział opiekun. O bardziej szczegółowe detale wolałem nie pytać.

Jednak największe wrażenie zrobiła szeroka, wydeptana ścieżka w głąb dżungli. Obok niej znak “Uwaga Słonie”. Okazało się, iż te ogromne ssaki często przecinają szlak turystyczny w drodze do wodopoju, jakim był pobliski strumień. Spotkanie z takim zwierzęciem niejednokrotnie kończyło się śmiercią, a ostatnie przypadki w 2026 roku, gdy rozwścieczony słoń pozbawił życia turystów lub nadzorców innych parków sprawiały, iż napięcie podczas na pozór spokojnego spaceru jeszcze bardziej wzrastało.
To, co szokuje w lasach ASEAN jest najmniej widoczne. Wszędobylskie skorpiony, przechadzające się po podłożu, skaczące jaskrawe żaby, których dotknięcie może grozić poważnym urazem, zwisające z drzew węże, liczne pijawki, czy tarantule gniazdujące wzdłuż szlaku to tylko jedne z wielu przykładów, z których przeciętny turysta nie zda sobie sprawy z istnienia. Wędrówka nocą z przewodnikiem uświadomiła mi, dlaczego południowo-wschodni Azjaci tak panicznie unikają wypraw do lasu. Na każdym kroku czyha większe lub mniejsze niebezpieczeństwo, a nierozważny podróżnik brak odpowiedzialności może przypłacić życiem. Ku przestrodze, korzystajmy z samotnych wędrówek po lesie w Europie, a lasy Azji zostawmy profesjonalistom.





