Niepozorna, acz jakże niedoceniana indonezyjska wyspa Lombok kryje nie tylko malownicze plaże, czy pięknie położone wodospady. To także dom dla kilkuset tysięcy Sasaków – grupy etnicznej, zamieszkującej region Małych Wysp Sundajskich Zachodnich, w szczególności właśnie Lombok. Zresztą, to Sasakowie stanowią większość populacji wyspy (ok. 85%). Na pozór różni ich niewiele od “przeciętnych” Indonezyjczyków – w dużej większości wyznają islam, a ich język jest z grubsza podobny do tego, używanego na sąsiednim Bali. Perspektywa ulega zmianie, gdy odwiedzimy ich tradycyjną wioskę.
Skupisko około 200 domów na południu Lombok wyróżnia się na tle innej architektury. W oczy rzucają się przede wszystkim słomianowłókienne dachy, które – jak później dowiadujemy się od przewodnika – muszą być wymieniane co kilka lat. Wszystko zgodnie z duchem lokalnej tradycji, która jest zachowana między innymi poprzez niezmienne techniki budowlane. W Sade, każdy element wioski ma logiczne uzasadnienie, tworząc harmonijną, architektoniczną całość.

Głębokie tradycje sięgają przede wszystkim zwykłych domostw. Niektóre z budynków mają po kilkaset lat i służyły nawet 15 pokoleniom. Skąd przepis na nieśmiertelność tych niepozornych budynków? Przede wszystkim, wyżej wspomniana, regularna konserwacja, ale również przemyślane użycie materiałów. Gliniane podłogi domków łatwiej opierają się chociażby trzęsieniom ziemi, a regularne “polerowanie” podłogi krowimi odchodami odstrasza natrętne owady. Do tego bambusowo-drewniane ściany – lekkie, ale wystarczająco wytrzymałe, aby przetrwać najsilniejsze burze.
Mieliśmy to “szczęście” zobaczyć Sade w ciężkich warunkach pogodowych – nagłe oberwanie chmury, a mieszkańcy jak gdyby nigdy nic kontynuują czynności rutynowe. Woda płynie strumieniami po ziemi, jednak i to nie przeszkadza tubylcom w normalnym funkcjonowaniu. Niemal każdy chodzi tu boso – od dzieci aż po seniorów. W końcu tak jak sama konstrukcja domów – wszystko w harmonii z naturą.

Rutyny Sasaków nie ograniczają się do jednej aktywności. Społeczność zajmuje się wszelkiego rodzaju rzemiosłem. Kobiety często tkają i barwią tradycyjne batikowe tkaniny, a mężczyźni budują nowe konstrukcje, zajmują się rolnictwem lub służą za przewodników po wiosce. To właśnie ta pierwsza czynność jest tą, z czego tubylcy Sade słyną. Przepiękne wzory i bogate tekstylia to cecha rozpoznawcza tamtejszego rzemiosła. Wszystko tworzone całkowicie ręcznie przy użyciu prostych, ale jakże efektywnych narzędzi. Zresztą, batikowe wzory to cecha rozpoznawcza całej Indonezji, a plemię Sasaków w znakomity sposób podtrzymuje tą tekstylną tradycję.

Czymś na pozór szokującym, jednak całkiem logicznym w przypadku konserwatywnych plemion jest struktura małżeństw. Otóż mieszkańcom wioski Sade nie można poślubić kogoś spoza plemienia. W skrócie oznacza to, iż siłą rzeczy zmuszeni są oni wiązać się z bliższymi lub dalszymi krewnymi. Nie są to małżeństwa aranżowane, jednak Sasakowie z Sade mają znacząco ograniczony wybór, z kim pragną spędzić resztę swojego życia. Z zaręczynami wiąże się jeszcze jeden kluczowy rytuał – tzw. porwanie potencjalnej panny młodej. Wówczas mężczyzna spotyka się ze swoją wybranką pod charakterystycznym drzewem chlebowca (ang. jackfruit) w centrum wioski. Tradycyjny rytuał pomiędzy dwojgiem ludzi jest jedynie symboliczny, jednak również i on wiąże się ściśle z kulturą Sasaków z Sade.

Wszystkie powyższe składowe – od architektury do ceremonii ślubnych – składają się na znakomicie zachowaną tradycję lokalnych plemion, które pomimo swojego przywiązania do kilkuset letnich obrządków przystosowały się również do życia współczesnego. Mają dostęp do elektryczności oraz utrzymują kontakty z władzami regionalnymi, które regularnie wspierają ich finansowo oraz infrastrukturalnie. To stosunkowo niewielkie skupisko glinianych domków ma niezwykłą wartość – zachowuje unikatowe dziedzictwo, które ostatnimi laty tak trudno w Indonezji utrzymać…




