Kilka dni temu na tajskim, tak zwanym “Głębokim Południu”, znowu dali o sobie znać islamscy bojownicy separatystyczni, toczący od dekad cichą wojnę partyzancką z buddyjskim rządem w Bangkoku.
Według informacji pochodzących ze źródeł rządowych w nocy z 22 na 23 sierpnia doszło do 78 skoordynowanych incydentów terrorystycznych, takich jak podpalenia, niewielkie eksplozje, podkładanie bomb, niszczenie infrastruktury oraz pojazdów i budynków administracji, a także atak na sklep popularnej sieci 7-Eleven.
Mimo iż do tej pory nikt formalnie nie przyznał się do przeprowadzonych akcji, wszelkie znaki oraz logika wskazują, iż był to kolejny akt ponadstuletniego konfliktu politycznego i tożsamościowego w południowych prowincjach kraju. Do trzech tradycyjnie najbardziej niespokojnych regionów – Narathiwat (40), Yala (21) i Pattani (15) – dołączyła prowincja Songkhla, w której wspomnianej nocy również odnotowano 2 incydenty.

Dlaczego jednak i o co tak naprawdę, walczy z buddystami ze stolicy malajskie „Głębokie Południe”?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zanurzyć się głębiej w historię Syjamu, aż do początków XX wieku, kiedy to muzułmańskie państwo – Sułtanat Patani – pokrywające się na mapie administracyjnej mniej więcej z obszarem zbuntowanych dziś prowincji, utraciło swoją autonomię na rzecz sąsiedniego mocarstwa z północy, którym było Królestwo Syjamu, dziś Tajlandia.
Sułtanat Patani, mimo iż jeszcze podczas swojej względnej suwerenności pozostawał zależny od Ayutthayi, a później Bangkoku, nigdy nie należał w pełni do „świata tajskiego”. Patani zamieszkiwali Malajowie, którzy – podobnie jak mieszkańcy dzisiejszej Malezji – byli i są do dzisiaj wyznawcami islamu sunickiego.
Buddyjski Syjam natomiast, jako jedno z nielicznych państw w regionie, nigdy nie zostało formalnie skolonizowane przez europejskie mocarstwa i samo rozdawało karty na terenach znajdujących się pod jego kontrolą.
Po roku 1902 Bangkok zaczął prowadzić politykę zmierzającą do coraz większej centralizacji i ograniczania autonomii lenniczych ziem na peryferiach królestwa. W konsekwencji tak prowadzonej polityki w roku 1909 podpisano z zainstalowanymi na południu półwyspu malajskiego Brytyjczykami umowę – traktat angielsko-syjamski – w myśl którego ustalono granicę pomiędzy brytyjskimi Malajami a Syjamem, przypieczętowując tym samym los Sułtanatu Patani i jego przynależność do królestwa Syjamu po pięciu wiekach suwerenności i własnej państwowości.
Podział, jakiego dokonano w roku 1909, odpowiada praktycznie całkowicie dzisiejszej granicy biegnącej pomiędzy Malezją i Tajlandią i stanowi symboliczny podział świata malajskiego na półwyspie na dwie części należące do Malezji i do Tajlandii.
Od tego momentu Bangkok rozpoczął konsekwentne syjamizowanie przejętych terenów, zarówno pod względem językowym, jak i kulturowym, a także coraz silniejszą integrację miejscowej ludności z tajskim systemem państwowym, co z oczywistych względów było nie w smak muzułmańskim Malajom.
Nadzieją na zmianę zaistniałego stanu rzeczy były lata drugiej wojny światowej, kiedy to Syjam opowiedział się po przegranej stronie Japonii, a Głębokie Południe, czyli niejako sieroty po Sułtanacie Patani – po stronie zwycięskich Brytyjczyków.
Muzułmanie mieli przy tym nadzieję, że obstawiając zwycięskiego konia, po zakończeniu działań wojennych odzyskają suwerenność lub doprowadzą przynajmniej do przyłączenia zamieszkanych przez siebie terenów do brytyjskich Malajów.
Tak się jednak nie stało i Patani po roku 1945 nadal pozostało częścią buddyjskiej Tajlandii.
A skoro wszystko wróciło do stanu sprzed wojny, narastało rozgoryczenie i z biegiem czasu Malajowie wrócili najpierw do biernego, dyplomatycznego, a z czasem coraz bardziej aktywnego oporu. Muzułmanie domagali się większej autonomii, ochrony swojego lokalnego języka malajskiego oraz używanego do jego zapisu pisma Jawi, utrzymania islamskiej edukacji w szkolnictwie oraz większego udziału miejscowej ludności w lokalnej administracji. Nie chodziło przy tym początkowo o niepodległość, lecz jedynie i przede wszystkim o zachowanie własnej tożsamości, religii i języka oraz uzyskanie większej kontroli nad sprawami zamieszkiwanego regionu.
Jednym z najważniejszych orędowników rozmów pokojowych oraz opartych na dyplomacji pertraktacji z władzami Tajlandii był przewodniczący Islamskiej Rady Prowincji Pattani, Haji Sulong. Roztropny malajski lider pod koniec 1947 roku przedstawił władzom w Bangkoku szereg żądań dotyczących zwiększenia autonomii oraz praw miejscowej ludności. Wśród nich znalazły się między innymi postulaty dotyczące większego udziału Malajów w lokalnej administracji, uznania języka malajskiego w edukacji oraz szerszego zastosowania prawa islamskiego.
Niestety, odpowiedzią władz na żądania Haji Sulonga było jego aresztowanie 16 stycznia 1948 roku. Aresztowanie jednego z najważniejszych przywódców miejscowej społeczności dodatkowo zaostrzyło sytuację i przyczyniło się do eskalacji protestów oraz zamieszek.
W dniach 26–28 kwietnia 1948 roku doszło w końcu do otwartego starcia stron w miejscowości Dusun Nyior położonej w prowincji Narathiwat, znanego dziś powszechnie jako powstanie lub rebelia Dusun Nyior.
Co ciekawe, Rebelia do dziś pozostaje owiana tajemnicą i misterium. Nie ma nawet pełnej zgody co do tego, jak dokładnie rozpoczęły się wydarzenia w Dusun Nyor. Relacje tajskie i malajskie znacząco różnią się od siebie, a także podają różne liczby ofiar. Według jednej z najczęściej cytowanych relacji w starciu miało zginąć blisko 400 malajskich muzułmanów oraz ponad 30 tajskich policjantów. Inne opracowania podkreślają jednak, że rzeczywista liczba ofiar pozostaje niepewna i mogła być znacznie niższa.
Ciekawostką związaną z powstaniem jest natomiast obecność wśród części walczących wierzeń religijnych i magicznych, według których odpowiednie praktyki, modlitwy i amulety miały zapewniać ochronę przed kulami. Takie przekonania rzeczywiście pojawiały się wśród części miejscowych muzułmanów, jednak trudno uznać je zan bezpośrednią przyczynę wysokiej liczby ofiar.
Z pewnością mogły natomiast wpływać na postawę części walczących i ich gotowość do stawienia czoła uzbrojonym siłom tajskim. Mimo iż formalnie powstanie nie przyniosło Malajom żadnych wymiernych korzyści, było niezmiernie ważne w wymiarze psychologicznym i patriotycznym. Dusun Nyor stało się bowiem czymś w rodzaju mitu założycielskiego współczesnego ruchu oporu Patani.
Po powstaniu ruch oporu zaczął przybierać coraz bardziej zorganizowaną formę, odchodząc od spontanicznych wystąpień i lokalnych oddziałów. W latach 60. i 70. uformowały się najważniejsze organizacje separatystyczne, z których jedną była BRN, czyli Barisan Revolusi Nasional — Narodowy Front Rewolucyjny. Organizacja ta przetrwała kolejne dekady i jest również łączona z licznymi zamachami i atakami w południowej Tajlandii. Jej bojownicy działają w niewielkich, zdecentralizowanych grupach, określanych między innymi jako RKK. Po wykonaniu operacji mogą wracać do swoich codziennych zajęć i wtapiać się w lokalną społeczność, co znacząco utrudnia ich wykrycie.
Drugą ważną organizacją separatystyczną, szczególnie aktywną od lat 60., było PULO — Pattani United Liberation Organisation. Obie organizacje, choć różniły się strukturą, ideologią i sposobem działania, przez kolejne dekady prowadziły walkę przeciwko państwu tajskiemu.
Separatyści, z mniejszą lub większą aktywnością, stawiali zbrojny opór Bangkokowi aż do początku XXI wieku. W 2004 roku konflikt wszedł jednak w nową, znacznie bardziej krwawą fazę, która na trwałe zmieniła sytuację na głębokim południu Tajlandii.
Najpierw, 28 kwietnia, w kilku miejscach południowych prowincji doszło do skoordynowanych ataków na posterunki policji i wojska. Najpoważniejsze wydarzenia rozegrały się w miejscowości Tanyong Lulo, gdzie uzbrojeni bojownicy schronili się w zabytkowym meczecie Krue Se.

Tajskie siły bezpieczeństwa otoczyły obiekt i rozpoczęły trwające około dziewięciu godzin oblężenie. Mimo prowadzonych negocjacji wojsko zdecydowało się ostatecznie na szturm. W środku znajdowało się 32 bojowników i wszyscy zginęli podczas operacji. Wydarzenie to stało się jednym z symboli brutalności konfliktu i punktem odniesienia dla późniejszych wydarzeń.
Kilka miesięcy później, 25 października, doszło natomiast do tak zwanej masakry w Tak Bai. Podczas protestu tajskie siły bezpieczeństwa zastrzeliły siedmiu demonstrantów i zatrzymały około 1,3 tys. osób. Aresztowanych związano, a następnie załadowano na wojskowe ciężarówki i przewieziono do obozu wojskowego. Skrajne przepełnienie pojazdów, wielogodzinny transport oraz sposób ułożenia zatrzymanych doprowadziły do śmierci 78 osób, które zmarły głównie w wyniku uduszenia i wyczerpania. Łącznie podczas wydarzeń w Tak Bai zginęło 85 osób.
Tak Bai stało się jednym z najmocniejszych symboli brutalności państwa tajskiego w konflikcie na głębokim południu.
Konflikt rozgorzał więc na nowo i mimo iż nigdy nie przybrał formy pełnoskalowej wojny, lecz zachował charakter konfliktu partyzanckiego o niskiej intensywności, przez kolejne lata pochłaniał tysiące ofiar. Według danych Deep South Watch / Center for Conflict Studies and Cultural Diversity od początku 2004 roku do maja 2026 roku zginęło 7 201 osób, odnotowano 20 847 incydentów, a kolejne 13 394 osoby zostały ranne.
I tak dawny sułtanat Patani trwa do dziś w niekończącym się konflikcie z buddyjską Tajlandią. Co ciekawe, nawet mieszkańcy zbuntowanego głębokiego południa nie są jednomyślni w swoich oczekiwaniach względem Bangkoku. Część chce niepodległego państwa Patani. Inni domagają się autonomii w ramach Tajlandii. Niektórzy, odwołując się do historycznych i kulturowych więzi, opowiadają się za zbliżeniem z Malezją, a bardzo wielu tak zwanych zwykłych mieszkańców chce po prostu normalnego życia i bezpieczeństwa dla siebie oraz swoich rodzin.
Jedno wszak jest pewne i co łączy wszystkich południowych tajskich muzułmanów, to zdecydowana niechęć, aby obecny stan rzeczy trwał w nieskończoność. W prowincjach Pattani, Yala, Narathiwat oraz na części obszaru Songkhla, stanowiących właściwy rdzeń współczesnego konfliktu, mieszka około dwóch milionów ludzi, z czego ponad 1,5 miliona stanowią etniczni Malajowie wyznający islam.
Na koniec zatoczmy jeszcze pętlę czasową do wydarzeń sprzed kilku dni. Dlaczego po długim okresie względnej ciszy doszło w sierpniu do tak intensywnej fali ataków? Jedną z dominujących hipotez jest utknięcie rozmów między stronami w martwym punkcie oraz chęć zamanifestowania przez BRN swojej żywotności i zdolności do przeprowadzania skoordynowanych akcji na większą skalę.
Co ciekawe, sierpniowa fala ataków nie pociągnęła za sobą masowych ofiar wśród ludności cywilnej. Jej celem były przede wszystkim obiekty infrastruktury, budynki i symbole obecności państwa. Można więc przypuszczać, że na tym etapie nie chodziło o wywołanie masowej rzezi, lecz o wysłanie Bangkoku jasnego komunikatu: separatystyczny ruch wciąż istnieje, nadal posiada zdolność do działania i przypomina o nierozwiązanych problemach głębokiego południa.


