W 2025 roku pojawiło się prezydenckie rozporządzenie znane pod numerem 111/2025, odnoszące się do polityki obronnej państwa na lata 2025–2029, czyli do samego końca obecnej kadencji prezydenta Prabowo Subianto.
Jednym z kontrowersyjnych zapisów w owym rozporządzeniu, który – nie wiedzieć, dlaczego – wypłynął do publicznej debaty właśnie teraz, jest katalog niemilitarnych zagrożeń państwowych, do którego jednym ruchem pióra wrzucono terroryzm, separatyzm, handel narkotykami oraz ludźmi, a także … lakonicznie ujęte „szerzenie kultury LGBTQ”. Co jednak ważne i co podkreślają obrońcy wspomnianego zapisu, zagrożeniem dla kraju nie są same osoby LGBTQ, a jedynie zjawisko szerzenia tej kultury.
Swoją drogą, skąd my to znamy? Wszak nie tak dawno nad Wisłą w kontekście niemal każdej dyskusji o LGBTQ odmieniano przez wszystkie możliwe formy i sposoby dylemat: „czy ludzie to ideologia, a ideologia to ludzie?”
Wracając jednak na Jawę. Po rozpoczęciu grillowania tematu w mediach klasycznych i społecznościowych głos zabrał minister koordynujący ds. Prawa, Praw Człowieka, Imigracji i Służby Więziennej Yusril Ihza Mahendra, który podkreślił, że Rozporządzenie 111/2025 nie jest samo w sobie dokumentem dyskryminującym, a tym bardziej dokumentem traktującym wyłącznie o LGBTQ, lecz jedynie określającym ogólną politykę obronną państwa na nadchodzące lata.
Można jednak przyjąć, że temat nie pojawił się w dyskursie publicznym całkowicie znikąd, gdyż nikt inny jak sami politycy wywołali go w mijającym miesiącu do tablicy po roku „hibernacji”.
Wiceminister ds. religii Romo Muhammad Syafi’i zapowiedział rozpoczęcie prac i przygotowanie specjalnych materiałów edukacyjnych mających uświadomić Indonezyjczyków oraz przygotować ich do przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się zachowań LGBT. Mimo iż mówimy tutaj jedynie o przygotowaniach, ma to już swoje przełożenie na opinię publiczną i głos ulicy.
Osobiście znam kilku, wcale nie fanatycznych muzułmanów, którzy coraz częściej podnoszą podczas prywatnych rozmów, i to w bardzo krytycznym tonie, temat LGBT. Nie mam co prawda całkowitej pewności, jednak – jak sądzę i wnioskuję z tych rozmów – temat ten jest już w pewien sposób obecny również w przekazie religijnym podczas piątkowych nabożeństw Jumatan.
Stowarzyszenie indonezyjskich ulemów – przywódców duchowych – (MUI) poinformowało nawet o przygotowywaniu fachowych opracowań stricte naukowych (naskah akademik), które mają stworzyć podstawę do przyszłej państwowej ustawy dotyczącej LGBT.

Można więc z ręką na sercu założyć, że jeśli nie jest to dopiero początek, to z pewnością nie jest to również koniec grillowania tematu LGBTQ w Indonezji.
W kontekście obecnego zamieszania wokół LGBTQ warto sięgnąć jeszcze głębiej, czyli do roku 2023, i pochylić się nad innym aspektem ingerencji państwa w obyczajowość życia na archipelagu.
Chodzi o przepisy 411 i 412 nowego indonezyjskiego Kodeksu Karnego (KUHP), który został przyjęty w 2022 roku i ma zastąpić dotychczasowe regulacje po okresie przejściowym. Pierwszy z tych artykułów przewiduje karę do roku pozbawienia wolności lub wysoką grzywnę za stosunek seksualny z osobą, która nie jest własnym małżonkiem. Drugi natomiast penalizuje wspólne zamieszkiwanie jako para poza związkiem małżeńskim, przewidując za taki występek karę do sześciu miesięcy więzienia lub grzywnę.
Na pierwszy rzut oka można by uznać, że są to przepisy stricte obyczajowe i dalekie od gorącego dziś tematu LGBTQ. Nic jednak bardziej mylnego.
Indonezyjskie prawo nie przewiduje możliwości zawierania małżeństw jednopłciowych i nie uznaje takich związków zawartych za granicą. Oznacza to, że osoby pozostające w takich relacjach nie mogą skorzystać z ochrony, jaką daje formalnie uznane małżeństwo. W praktyce więc regulacje, które na papierze dotyczą szerzej wszystkich obywateli, mogą w szczególny sposób dotykać również osoby LGBTQ żyjące w związkach partnerskich.
Osoby LGBTQ na Archipelagu, jak widać, nie mają łatwego życia. W przestrzeni internetowej często stają się obiektem ostrych ataków, w życiu codziennym spotykają się ze społeczną presją, a teraz pojawia się coraz więcej regulacji dotyczących sfery obyczajowej, których skutki mogą szczególnie mocno odczuwać również one.
Patrząc na kierunek zmian i coraz większą obecność państwa oraz instytucji religijnych w obszarze prywatnego życia obywateli, trudno oprzeć się wrażeniu, że w kwestii swobody obyczajowej na indonezyjskim archipelagu pewien okres już minął.
Aż chce się powtórzyć za Klasykiem… lepiej już było.




