24 lipca 2025 roku na granicy kambodżańsko-tajskiej wybuchły regularne walki o niewielki skrawek spornej ziemi pomiędzy oboma państwami. W ciągu pięciu dni walk zginęło kilkadziesiąt osób po obu stronach, a ponad 300 tysięcy został przesiedlonych. Porozumienie o zawieszeniu broni z 28 lipca 2025 tylko tymczasowo powstrzymało dalszą eskalację konfliktu. Co działo się w ostatnich miesiącach na linii Tajlandia-Kambodża? Czy kraje wypracowały przez ponad rok jakikolwiek kompromis?
Zawieszenie broni z końcówki lipca zeszłego roku zostało rozszerzone w październiku w Kuala Lumpur podczas 47. Szczytu ASEAN. Oba państwa zobowiązały się do sześciu kluczowych kwestii:
- Wycofanie ciężkiej artylerii i pojazdów opancerzonych z obszarów przygranicznych;
- Ustalenie grupy państw ASEAN na bieżąco monitorującej sytuację na granicy;
- Współpraca w zakresie usuwania min i niewybuchów z terenów spornych;
- Ustalenie nowych, tymczasowych granic między państwami;
- Uwolnienie kambodżańskich więźniów z rąk Tajów;
- Działalność na rzecz walki z przestępczością transgraniczną.
Rolę mediatorów podczas negocjacji pokojowych odgrywała Malezja na czele z premierem Anwarem Ibrahimem oraz USA pod przywództwem prezydenta Donalda Trumpa.

Kruche porozumienie pokojowe z października 2025. Fot. Flickr
Warunki porozumienia zostały złamane dość szybko, bo już 10 listopada, gdy mina lądowa w prowincji Sisaket raniła dwóch tajskich żołnierzy. Szybko przypisano przynależność broni do Kambodży, a Tajlandia zerwała warunki pokojowego traktatu. Już dwa dni później armia tajska zadeklarowała, jakoby spotkała się z ostrzałem ze strony kambodżańskiej. W obu tych przypadkach Khmerowie zaprzeczyli celowości tych działań i obiecali przeprowadzenie zaawansowanego śledztwa.
Nie minęły dwa miesiące od porozumienia z Kuala Lumpur, gdy konflikt ponownie eskalował. 7 grudnia, tym razem Kambodża oskarżyła Tajlandię o ostrzał jej armii przygranicznej. Odpowiedzią Tajów było oskarżenie Khmerów o to samo, co sprowokowało kolejne potyczki w spornym regionie. Trwające niemal 3 tygodnie walki pochłonęły życie ponad 100 osób oraz skutkowały przesiedleniem ponad pół miliona ludzi. Ostatecznie, 27 grudnia 2025 roku kraje ponownie doszły do porozumienia. Od tamtego momentu konflikt się nie zaognił, jednak co jakiś czas pojawiają się doniesienia o kolejnych incydentach.

Mapa z zaznaczonymi prowincjami objętymi konfliktem. Fot. RANE 2025
Zawieszenie broni utrzymuje się do dziś, lecz nie nastąpiła normalizacja stosunków. Kambodża i Tajlandia w dalszym ciągu oskarżają się o siłowe prowokacje i różnego rodzaju incydenty. Khmerowie twierdzą, iż Tajowie cały czas blokują dostęp do części terenów przygranicznych. Szacuje się, iż Tajlandia nadal powstrzymuje niemal 4 tysiące osób od powrotu do domu, w tym ponad 1000 dzieci. Spór próbuje załagodzić między innymi AOT – grupa ASEAN monitorująca aktualną sytuację. 22 sierpnia 2026 roku AOT podkreślił potrzebę rozpoczęcia prac nad ostateczną demarkacją granicy, tym samym umożliwiając jak największej liczbie cywilów bezpieczny powrót do domu.
Sytuacja jest jednak patowa. Nie pomagają także inicjatywy podejmowane przez Bangkok, który zadecydował o budowie ogrodzenia na newralgicznej części granicy o całkowitej długości ponad 8 kilometrów. Płot jest już w całkiem zaawansowanej fazie rozwoju, a czynniki które przyczyniły się do jego realizacji nie są wyłącznie pochodną sporu terytorialnego. Ma on również za zadanie ograniczyć nielegalne przekraczanie granicy i przemyt. W lutym 2025 roku, w pobliżu pogranicza odkryto tzw. centrum oszustw – jedno z wielu nielegalnych ośrodków, zatrudniających na czarno cudzoziemców. Problem ten jest zauważalny szczególnie w Kambodży, która stara się aktywnie zwalczać te placówki przestępczego półświatka.

Tajlandia zamierza więc zatrzymywać również handel ludźmi, który istnieje pomiędzy ośrodkami po obu stronach granicy. Centra oszustw to również ogromna broń dezinformacyjna, która może być wykorzystywana do podsycania konfliktu między krajami. Według Bangkoku, budowa ogrodzenia znacząco ograniczy transgraniczne funkcjonowanie takich ośrodków, jednocześnie zmniejszając ryzyko dezinformacji skierowanej przeciwko Tajlandii. Dla Kambodży budowa muru ma także charakter prowokacyjny, który Syjam może wykorzystywać do wyznaczenia własnych granic przed oficjalnymi ustaleniami na forum międzynarodowym.
Nowym ogniskiem konfliktu okazała się również Zatoka Tajlandzka. Państwa rywalizują o przynależność obszaru morskiego o powierzchni około 26 tysięcy kilometrów kwadratowych. Dlaczego ta część zatoki jest tak kluczowa zarówno dla Bangkoku, jak i Phnom Penh? Oczywiście w wyniku obecności ropy i gazu, których wartość szacowana jest nawet na 300 miliardów dolarów. Jest to sprawa stosunkowo nowa, więc na kolejne procedury rozstrzygające należy poczekać prawdopodobnie nawet kilka miesięcy. Nie zmienia to faktu, iż konflikt na linii Tajlandia-Kambodża przybiera postać kilkuwymiarowego sporu, który nie ogranicza się tylko i wyłącznie do skrawka ziemi na granicy. Kryzys ma formę hybrydową, gdyż nie chodzi już wyłącznie o zakusy terytorialne, lecz także o zasoby naturalne oraz wszelkiego rodzaju dezinformację oraz nielegalne działania przestępczych podmiotów.
Zamrożenie otwartego konfliktu wcale nie musi oznaczać całkowitego zawieszenia broni i normalizacji stosunków. Wojska obu państw nadal okupują przygraniczne pozycje, a Kambodża naciska organy międzynarodowe do jak najszybszej demarkacji. Kraje wydają się balansować na granicy wojny, a jedna mała prowokacja może doprowadzić do powtórki z lipca zeszłego roku. O ile nie do pełnoskalowej wojny…


